wtorek, 15 października 2013

Kendall, krótki

Pewnego dnia siedziałam sama w domu nudząc się jak mops (albo nawet jeszcze bardziej). Mój stan nieznacznie poprawiała smsowa konwersacja, którą prowadziłam z
moim chłopakiem.
Do: Kendall
Kiedy kończysz pracę?
Od: Kendall
Za jakieś dwie godziny Nie mogę się doczekać kiedy Cię zobaczę

Chłopcy nagrywali swój następny album. Miałam pełną świadomość, że wymaga to od nich wielu godzin ciężkiej pracy. Nie do
wytrzymania była tylko nuda towarzysząca mi podczas nieobecności Kendalla. No bo
powiedzmy sobie szczerze: "Ona nie jest najlepszą towarzyszką."
Do: Kendall
Ja też
Od: Kendall
Do zobaczenia

Nie kłamał. Dwie godziny później usłyszałam dźwięk silnika samochodu. Wyjrzałam przez
okno a to co zobaczyłam sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na podjeździe pod naszym domem parkował czarny Range Rover. Podeszłam do drzwi, które sekundę później się otworzyły. Do domu wszedł... Teraz czas na zagadkę dla was... Kto wszedł do domu? Był to bardzo przystojny blondyn obdarzony przez naturę oszałamiająco pięknymi zielonymi oczami. Dobrze już dobrze... Pomogę wam. Do domu wszedł Kendall.
- Hej skarbie. - powitał mnie krótkim całusem w usta.
- Hej. Zmęczony?
- Trochę ale... Chętnie pójdę z tobą na spacer.
- A masz siłę? Żebyś nie padł ze zmęczenia...
- Z Tobą miałbym siłę iść nawet na koniec świata.
- Awww... To słodkie... Ale najpierw może coś zjedz? Zrobiłam naleśniki.
Jakieś 15 minut później byliśmy już w parku. Spracerowaliśmy ścieżką prowadzącą do czołgu, który stał tam jako zabytek
upamiętniający jakieś walki, które kiedyś toczyły się w naszym mieście... Ale nie pytajcie mnie o co konkretnie chodzi bo historia to nie jest moja mocna strona. Doszliśmy do tego reliktu przeszłości gdy nagle... Wyskoczyło zza niego (zza czołgu) jakichś trzech facetów w kominiarkach.
- Pieniądze albo życie! - krzyknął jeden z nich. Już miałam powiedzieć mu, że ten tekst jest
ograny do znudzenia ale powstrzymał mnie scyzoryk, który pojawił się w ręce jego kolegi.
- Ja nie mam żadnych pieniędzy. -
wyszeptałam sprawdzając zawartość moich kieszeni. Trzęsłam się ze strachu.
- A ja mam ale nie mam zamiaru oddawać ich takim ludziom jak wy. - powiedział Kendall
uśmiechając się cwaniacko. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam... Ryzyko
ryzykiem ale bez przesady.
- Taaak? - wysyczał jeden z nich. - No to zaraz się przekonamy.
Po tych słowach wraz ze swoimi kumplami powalił mojego chłopaka na ziemię a kiedy upadł zaczął wymierzać mu kopniaki prosto w brzuch. Nie mogłam na to patrzeć... Spróbowałam mu pomóc ale zostałam odepchnięta.
- No i co teraz? - zaśmiał się typ w
kominiarce. Pytanie było retoryczne a już chwilę po nim zabrali portfel Kendalla i rzucili
się do ucieczki.
Wstałam z ziemii i podeszłam do mojego chłopaka. Był nieprzytomny. Nie za bardzo
wiedziałam co powinnam teraz zrobić... Dlatego też wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po pogotowie. Potem pojechałam razem z nim karetką, gdzie wykonałam trzy telefony próbując dodzwonić się do chłopaków ale odebrał tylko James. Pokrótce wyjaśniłam mu całą sytuację i
poinformowałam, do którego szpitala jedziemy tak, że kiedy dotarliśmy na miejsce Maslow już czekał.
Opisywanie tego co działo się potem nie ma większego sensu... Powiem tylko, że Kendall miał niesamowicie dużo badań mających na celu sprawdzenie czy nie zostały uszkodzone żadne ważne organy wewnętrzne a potem ja i James siedzieliśmy w jego sali czekając aż się obudzi.
Miałam niesamowite wyrzuty sumienia. Ciągle chodziła mi po głowie jedna myśl: "Gdybyś
nie chciałam iść na ten spacer to teraz siedzielibyście sobie bezpiecznie w domu". W
pewnym momencie usłyszałam cichy głos:
- [T.I]...
Spojrzałam na swojego ukochanego.
- Kendall?
To był on... Obudził się...
- Przepraszam... - powiedziałam biorąc go za rękę.
- Za co? Za to, że na nas napadli?
- Za to, że chciałam iść na ten spacer...
- To nie twoja wina..
- Moja... Boli cię coś?
- Nie... Wiesz co cieszy mnie najbardziej?
- Nie, co?
- To, że tobie nic się nie stało.
Posłałam mu szeroki uśmiech i dalej siedziałam przy jego łóżku. Zauważył też Jamesa i był mu bardzo wdzięczny za to, że
przyjechał do szpitala.

Logan, krótki

Nigdy nie przypuszczałam, że przyjaźń może rozpaść się z byle powodu. A może to nie była prawdziwa przyjaźń? Właściwie to już nie pamiętam co było przyczyną rozpadu przyjacielskiej relacji mojej i Logana. Pewnie jakaś bzdura... Zdziwiło mnie tylko, że reszta paczki czyli Kendall, James i Carlos wybrali mnie a nie swojego długoletniego przyjaciela.
Dwa tygodnie po tym niezbyt szczęśliwym wydarzeniu siedziałam w swoim pokoju. O ile jedna część mnie pogodziła się ze stratą jednej z osób, na których mogłam polegać o tyle druga była naprawdę zdołowana. Myślałam o całym minionym czasie. Jednak po pewnym czasie stwierdziłam, że rozpamiętywanie przeszłości nie zaprowadzi mnie do niczego. Chciałam zadzwonić do chłopaków ale nie zrobiłam tego bo już wczoraj mówili mi, że mają na dzisiaj mega ważne plany. "Cóż... Nie będę kisić się w domu" pomyślałam i rzeczywiście już chwilę później wyszłam na spacer. Swoje kroki skierowałam w kierunku parku. Spacerowałam alejkami podziwiając piękno przyrody gdy nagle usłyszałam za sobą głos:
- [T.I]? To ty?
Odwróciłam się i zobaczyłam...Logana.
- Hej Logan. - powitałam go uprzejmym tonem. Nie potrafiłam długo chować urazy. - Jak się masz?
- Całkiem nieźle. A ty?
- U mnie też wszystko ok.
Staliśmy w ciszy. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Cała ta sytuacja była dość niezręczna. W końcu odezwał się on.
- Słuchaj... Głupio wyszło... Nie mam pojęcia co we mnie wtedy wstąpiło... Chciałem Cię przeprosić.
- Spoko. Przeprosiny przyjęte. - uśmiechnęłam się.
- Możemy znowu być przyjaciółmi?
- Jasne. Tęskniłam za Tobą Loggie Bear.
Przytuliłam go jak miłosierny ojciec syna marnotrawnego ciesząc się, że odzyskałam przyjaciela. Tego dnia już nic nie było w stanie zepsuć mi nastroju.

Kendall, krótki

Jest piękny słoneczny dzień... Siedzę samotnie na ławce... Przyglądam się ludziom, którzy spacerują nad stawami oraz tym siedzącym na pozostałych ławkach...
W mojej głowie krążą miliony myśli podsuwając mi wiele tematów do rozmyślań... Jednak mam świadomość, że gdybym chciała rozważyć wszystko co przychodzi mi do głowy to dzień okazałby się za krótki...
Nagle ktoś zasłania mi oczy rękoma. Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tożsamości tej osoby...
Kendall... Mój jedyny powód szczęścia... Źródło siły dzięki, której codziennie wstaję z łóżka i z podniesioną głową ścieram się z przeciwnościami losu...
Wypowiadam jego imię a wtedy on okrąża ławkę stając przede mną. Przybieram pozycję stojącą aby go przywitać... Całujemy się na powitanie... Cały świat znika... Jesteśmy tylko my i doznania wynikające z połączenia naszych ust...
W pewnym momencie stwierdzamy, iż póki co wystarczy tego publicznego demonstrowania swoich uczuć mimo, że oboje chcielibyśmy wykrzyczeć naszą miłość by cały świat się o niej dowiedział...
Biorę go za rękę i już po chwili idziemy w stronę zachodzącego słońca... Na spacer tam, gdzie nas nogi poniosą...

Carlos cz. 2

Nie mogłam ogarnąć tego co się przed chwilą stało... Tak bardzo cierpiałam z powodu tego
zerwania... I co? Miałam mu tak poprostu wybaczyć? Właśnie w trakcie tego rozmyślania
przyszły do mnie dwie przeciwne myśli...
Jeden głosik mówił: "Idiotko, po co zamknęłaś to okno? Przecież ty go kochasz" a drugi: "Zrobiłaś dobrze... Nie wybaczaj mu od
razu niech nie czuje się bezkarny". Jedyną cechą wspólną było to, że obydwa głosy wrzasnęły w jednym momencie: "Zaproś go
do siebie żeby porozmawiać". Tak też zrobiłam. Otworzyłam okno i krzyknęłam:
- Hej Carlitos. Wejdziesz? Musimy pogadać.
Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem ale w jego oczach dostrzegłam też ogniki radości.
Po chwili siedzieliśmy w moim pokoju.
- [T.I] przepraszam cię... Zerwanie z tobą było najgorszą pomyłką w całym moim życiu. Chciałbym kontynuować ten związek ale to
od Ciebie zależy czy mi na to pozwolisz. - powiedział ze spuszczoną głową. Było mi go
trochę żal ale to nie mogło zatrzeć
wspomnienia bólu, który nastąpił kiedy mnie zostawił.
- I co? Mam ci tak po prostu to wybaczyć? Straciłeś moje zaufanie więc... Możemy póki co być przyjaciółmi. Ale nie obiecuję, że nie zacznę żadnego nowego związku bo jestem wolna jak ptak i mogę sama o sobie decydować.
- Dobrze... Przynajmiej tyle... Zrobię wszystko żeby odzyskać twoje zaufanie.
- To wszystko co miałam ci do powiedzenia.
- Pójdę już. - powiedział wstając. - Ale... Przyjaciele mogą się przytulać prawda?
- No jasne... - odpowiedziałam przytulając go na pożegnanie.
- Narka. - rzekł cicho.
- Pa.

Zryta story (całe BTR) cz. 1

Była noc a ja spałam hmm... Jak aniołek . Znowu śniło mi się Los Angeles. Podczas przebywania w Polsce tęskniłam za moimi
przyjaciółmi z Big Time Rush bardziej niż się tego spodziewałam. Mój w miarę spokojny sen został przerwany
przez dźwięki, które wydawał tablet leżący na krześle stojącym obok łóżka. Ktoś dzwonił do
mnie na Skype. Z pewnymi trudnościami przyjęłam pozycję siedzącą jednocześnie
zerkając na godzinę. Była trzecia w nocy. To musiał być ktoś z Ameryki. Nie myliłam się...
Kiedy nacisnęłam zieloną słuchawkę na ekranie została wyświetlona twarz mojego
rozmówcy... Był to Carlos.
- Hej Carlitos Co u ciebie słychać? - przywitałam się przecierając oczy.
- Cześć. Obudziłem cię?
- No raczej... W Polsce jest środek nocy.
- Oooo... - zrobił smutną minę ale po chwili na jego twarz powrócił uśmiech.
- Coś się stało, że dzwonisz?
- Chciałem spytać czy masz ochotę na Skittlesa? - wyszczerzył zęby pokazując mi paczuszkę cukierków.
- Pewnie Dawaj
- Omomom... Przesyłam ci internetowe i telepatyczne Skittlesy...
- Dobra świrze Coś jeszcze?
- Oj, czyżbyś przestała mnie lubić? -zapytał sztucznie przerażonym tonem.- Zaraz wpadnę w depresję.
- Ej serio... Poduszka mnie wzywa.
- No ok. Przejdę do rzeczy Za 5 dni zaczyna się sierpień no nie?
- Tak... - potwierdziłam nie wiedząc do czego zmierza.
- Wpadliśmy z chłopakami na pomysł, że każdy z nas przyjedzie do Ciebie na jeden tydzień sierpnia. Co ty na to?
- Super Jestem na tak Który z was będzie pierwszy?
- A co? Masz jakieś złe zamiary względem, któregoś z nas?
- Jaaasne... Względem was wszystkich
- Ooo... Zamieniam się w słuch .
- Nie wiem czy twoja psychika to wytrzyma ale sam tego chciałeś Mam zamiar was zgwałcić i zakopać w ogródku
- Myślałem, że wymyślisz coś lepszego
- No sorki ale o tej porze mój mózg nie funkcjonuje właściwie .
- Dobra Idź spać Pierwszego sierpnia zobaczysz jednego z nas
- Okeeej Będę na to czekać Narka .
- Dobranoc
Wyłączyłam komunikator po czym padłam na poduszkę i niemal natychmiast zasnęłam .

BTR i 1D 3

- Madame. - powiedział Logan przepuszczając mnie.

Uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Szczęka opadła mi do samej ziemi. Stałam chyba przez 15 minut podziwiając wyposażenie autobusu oraz przy okazji tarasując przejście . Co prawda widziałam na filmikach jakie standardy panują w środkach transportu dzięki, którym chłopaki przemieszczają się podczas tras koncertowych ale i tak byłam mocno zaskoczona.

Kiedy już wyszłam z szoku przeszłam na bok aby umożliwić chłopakom wejście.

- Witaj w naszym małym królestwie. - powitał mnie z uśmiechem James.

- Dzięki Nie sądziłam, że macie tak świetnie wyposażony autobus .

- To jeszcze nic . Póki co widzisz tylko jak to wygląda na zewnątrz . Mamy tu mnóstwo rzeczy, które pozwalają dobrze się bawić. - powiedział Logan.

- Tzn sądzimy, że nasze towarzystwo w zupełności wystarczy ale jeśli okazałoby się, że nie to jesteśmy na to przygotowani.

- Kendall jak zwykle jesteś skromny - roześmiałam się.

- Oj, no przecież tylko żartuję...

- Wiem Znam cię.

- Zaraz przez ciebie wpadnę w kompleksy. - zrobił minę zbitego psa.

- Ok, ok Tylko pamiętaj, że kompleksy często prowadzą do depresji a depresja do samobójstwa. Mam pytanie. Kiedy będziemy w Santa Fe?

- W sam raz na jutrzejszy koncert . - odrzekł Carlos.

- Tak mówisz a potem będzie tak jak w odcinku, który reżyserowałeś. - wspomnienie tamtego odcinka wywołało mega uśmiech na mojej twarzy.

- Wcale nie. Co robimy? Będziemy tak stać przez całą drogę?

- Ja mam pomysł...

Wakacyjna historia część 1

- [T.I] wstawaj! - usłyszałam głos mojego przyjaciela z dzieciństwa.
- Logan! Jest środek nocy!
- Lecimy na Hawaje!
- A jakoś może jest jakaś opcja lotu w ciągu dnia? - zapytałam poirytowana chociaż wiedziałam, że nie potrafię się na niego gniewać. Może kiedyś umiałam ale w czasie upływu długich lat naszej znajomości zatraciłam tą umiejętność.
- Kiedy tam dolecimy dzień będzie akurat początek dnia.
- James, Kendall i Carlos też lecą?
- No jasne . To ich pomysł.
- Super. To już wiem kogo zabić. - mruknęłam. Niestety wbrew temu co zakładałam Logan usłyszał moje słowa.
- Radzę ci zaczekać do końca wyjazdu - roześmiał się. - A jeśli twoje mordercze zapędy nie tolerują czekania to zaraz będziesz miała świetną okazję na zrealizowanie swojego planu.
I w tym momencie jak na zawołanie odezwał się dzwonek do drzwi. Zgadnijcie kogo ujrzałam, gdy już otworzyłam dzwoniącym... Oczywiście chłopaków.
- Hej [T.I]. - przywitali mnie unisono.
- Zaraz musimy jechać na lotnisko - stwierdził Carlos.
- Ale... Przecież ja nie jestem spakowana. - wyjąkałam.
- Spakowałem cię - mój przyjaciel z dzieciństwa rozwiał wszelkie wątpliwości, które pojawiały się w mojej głowie.
- To jedziemy.
Po jakichś 15 minutach byliśmy już na lotnisku. Lot trwał około 4 godzin. Logan wcale nie kłamał kiedy mówił, że dzień będzie dopiero się zaczynał. Na Maui właśnie wschodziło słońce...

James, krótki

Czy zwykła, szara dziewczyna nie może zainteresować się bardzo popularnym chłopakiem inaczej niż tylko ze względu na kasę? Ja i James jesteśmy doskonałym przykładem, że tak.
W moim przypadku miłość przyszła do mnie w najbardziej niespodziewanym momencie. Byłam zajęta szkołą, pracą na pół etatu itd. aż tu nagle... Spotykam celebrytę i zaczyna się to całe miłosne szaleństwo... Właśnie dzisiaj chcę opowiedzieć wam o naszej pierwszej randce...
Kiedy James mnie na nią zaprosił byłam dość zaskoczona i zarazem uradowana bo wszystkie nasze poprzednie spotkania były raczej przyjacielskie a ja czułam do niego coraz większą miętę...
Nastał dzień pierwszej randki. Szykowałam się na nią od samego rana a godzinę przed ustaloną porą nie mogłam usiedzieć spokojnie na miejscu. W końcu po mnie przyjechał. Miałam ochotę wybiec z domu i rzucić mu się w ramiona ale zaczekałam aż zadzwonił do drzwi.
- Witaj [T.I]. Gotowa na naszą pierwszą i mam nadzieję, że niezapomnianą randkę? - powitał mnie.
- Od urodzenia. - roześmiałam się.
Później pojechaliśmy do jakiejś szpanerskiej restauracji. Nie zdziwiło mnie to bo wiedziałam, że ludzi sławnych stać na naprawdę dużo rzeczy. Jak się okazało James zarezerwował dla nas oddzielną salę.
Była ona całkiem spora, urządzona z wielkim szykiem. Na jej środku stał stolik przy, którym znajdowały się dwa krzesła.
Podeszliśmy tam.
- Czy zechce pani spocząć? - zapytał J. odsuwając jedno z krzeseł oraz wpadając w zabawny ton.
- Oczywiście dzielny rycerzu albowiem nie godzi się aby tak zaiste przeciętna niewiasta jak ja odmawiałam tak zacnemu dżentelmenowi. - odpowiedziałam starając się dopasować .
- Możemy już mówić normalnie?
"Aha! Czyli jednak przebiłam mistrza śmiesznych gadek!"
- Jasne To ty zacząłeś. - posłałam mu cwaniacki uśmiech.
- Uwielbiam się z tobą droczyć.
Usiedliśmy przy tym stoliku i zaraz pojawiły się półmiski z różnymi potrawami... Podczas jedzenia gawędziliśmy sobie beztrosko.
Kiedy skończyliśmy pojechaliśmy nad jezioro poza granicami LA aby oglądać zachód słońca... Jednak upojeni swoją obecnością nie zauważyliśmy nawet pojawienia się księżyca. Nagle ciszę przerwał James:
- [T.I]? Mogę ci coś powiedzieć?
- Jasne, że tak. - odpowiedziałam a moje serce zaczęło bić szybciej.
- Jest jedna rzecz, którą chcę zrobić odkąd cię poznałem i jedna, o której powinnaś wiedzieć. Mogę?
- Yhym...
Tego się nie spodziewałam. James ujął moją twarz w dłonie i złożył na moich wargach delikatny pocałunek.
- To jest to co chciałem zrobić.
- A co chciałeś powiedzieć? - spytałam oszołomiona.
- [T.I] niedawno zdałem sobie sprawę, że najważniejszą osobą, osobą, bez której nie wyobrażam sobie życia jesteś ty. Czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Oczywiście, że tak. James... Ja zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia ale nie chciałam o tym mówić aby nie psuć naszej przyjaźni.
- Super. Czuję, że w najbliższym czasie już nic nie popsuje mi humoru. - odrzekł przytulając mnie mocno.
Ja też byłam przeszczęśliwa... Miałam mętlik w głowie ale nie to było najważniejsze. Miałam chłopaka, który był dla mnie tym jedynym.

środa, 21 sierpnia 2013

"Przyjaźń i śmierć"

Był piękny letni dzień a ja kręciłem się w kółko na krześle starając się nie myśleć o tym wszystkim co schrzaniłem przez swoją głupotę. Straciłem przyjaciela... Jechaliśmy na imprezę do Victorii... Już mieliśmy skręcić w jej ulicę kiedy nagle to się stało... Na środek ulicy wybiegł malutki piesek. Pamiętam krzyk Carlosa:
-James! Omiń go!!!
On kochał psy... Może nawet czasami wolał je od ludzi... Nigdy by mi nie darował tego, że przejechałem zwierzaka. Zrobiłem co mi kazał ale... Kiedy tylko samochód skręcił Carlitos wyleciał przez przednią szybę i wylądował na ulicy. Natychmiast wyłączyłem silnik i podbiegłem do niego. Z jego rozciętej głowy płynęła krew. Chwyciłem jego rękę ale... Nie wyczułem pulsu.
- Nie!!! To nie może się tak skończyć!!! - wydarłem się w poczuciu bezradności.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem po pogotowie. Kilka minut później byli już na miejscu... Potwierdzili moje najgorsze obawy... Straciłem przyjaciela...
Spojrzałem za siebie i zobaczyłem, że ten piesek nadal stoi na ulicy... Piesek przez, którego Carlos stracił życie...
"Carlitos chociaż tyle mogę zrobić aby uczcić twoją pamięć" pomyślałem. Postanowiłem przygarnąć tego zwierzaka.
I dzisiaj, mimo, że mój przyjaciel nie żyje... Mimo, że często powraca do mnie poczucie winy... To jednak jest ze mną ten pies...

Kendall, krótki

Był to ponury deszczowy dzień. Siedziałam w domu nudząc się tak bardzo, że nie da się tego opisać słowami. Machinalnie zaczęłam przeglądać czasopisma. "Ciekawe kto jest teraz na tapecie" przemknęło mi przez głowę.Oglądałam właściwie tylko okładki bo wiedziałam, że z nich mogę otrzymać odpowiedź na moje niewypowiedziane pytanie. Przed moimi oczami przewijały się zdjęcia tych samych osób co zwykle... Justin Bieber, One Direction, Taylor Swift i Kendall Schmidt... Chwila moment... Co???? Na okładce magazynu "Seventeen" znajdowało się wielkie zdjęcie Taylor i mojego chłopaka z nagłówkiem NOWA
MIŁOŚĆ KENDALLA SCHMIDTA. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Jednak zamiast wmawiać samej sobie, że tylko mi się przewidziało chwyciłam telefon i wykręciłam numer, który uważałam za najważniejszy w całym moim spisie kontaktów. Po dwóch sygnałach usłyszałam
głos Kendalla:
- Cześć [T.I].
- Cześć Kendall. Kiedy wracasz? - spytałam starając się nie okazać zdenerwowania. Słabo mi to wyszło.
- Za jakieś pół godziny. Co się stało?
- Nic, nic. Pogadamy w domu.
- Oki. Narka.
- Do zobaczenia.
Miałam mętlik w głowie... Pojawiały się w niej różne pytania... A co jeśli gazety nie kłamią? Co jeśli on ze mną zerwie? Chyba nie umiałabym żyć dalej bez niego. Rozmyślałam tak aż do jego przyjścia ale mimo tak długiego czasu nie udało mi się wymyśleć nic sensownego.
Kiedy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi poderwałam się z kanapy. Po chwili w drzwiach pokoju stanął on...
- Hej skarbie . - powiedział całując mnie na powitanie. Nie próbowałam uniknąć tego pocałunku ale też go nie odwzajemniłam.
- Hej.
- Co się dzieje?
- Czy możesz mi wyjaśnić co to ma być? - zaczęłam pokazując mu okładkę z nim oraz Taylor Swift. - Myślałam, że jesteśmy razem...że coś dla ciebie znaczę... Myliłam się?
- No nie! [T.I] ! Ty chyba nie wierzysz w to co piszą w gazetach! Przecież oni potrafią wszystko zmyślić! A poza tym... Czy ty mi nie ufasz? Jeśli związek nie jest budowany na zaufaniu to lepiej żeby go wcale nie było! 

Wiedziałam, że ma sporo racji ale to nie zmienia faktu, iż jego słowa mnie zabolały... Z wrażenia i może również z powodu wewnętrznego bólu, który przeszywał mnie na wskroś.
Kendall spojrzał zaniepokojony w moim kierunku.
- [T.I] przepraszam... Nie powinienem na ciebie krzyczeć... Poniosło mnie... Posłuchaj... Oni to zmyślili... Taylor to tylko moja koleżanka... Moje serce należy do ciebie bo ty jesteś dla mnie najważniejsza...
Nie mogłam się nie uśmiechnąć słysząc tak piękne słowa. Teraz nadeszła moja kolej.
- Ja też cię przepraszam. Nie powinnam wierzyć we wszystko co czytam.
- W porządku?
- Tak. Ale jestem ci coś winna...
- Co? - spytał zdziwiony.
- To. - powiedziałam po czym pocałowałam
do w usta.

czwartek, 6 czerwca 2013

Carlos krótki

Siedziałam w swoim pokoju. Było mi bardzo smutno bo dziewczyna, która do niedawna była moją przyjaciółką zerwała naszą relację i zaczęła kumplować się z największymi plastikami w całej naszej szkole. Co nią kierowało? Nie wiem... Pragnienie bycia zauważoną? Bardzo możliwe.
A ja jak to na pseudointeligentnego człowieka przystało zamiast wcale się tym nie przejąć sterczałam w moich czterech ścianach zamartwiając się.
Przychodziły różne osoby... Rodzice, znajomi... Jednak ja milczałam jak zaklęta. Zaczynałam mieć dość tych odwiedzin dlatego też kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i po raz setny tego dnia zobaczyłam w nich moją mamę nie wytrzymałam i wrzasnęłam:
- Nie chcę z nikim gadać! Powiedz osobie, która przyszła żeby spadała na drzewo!
- Mam spadać? - za plecami mamy ukazał się mój przyjaciel Carlos.
- Nie... - westchnęłam. - Wejdź. Chwilę później siedział obok mnie a ja wypłakiwałam mu się w rękaw.
- Ciii... Ciii... - uspokajał mnie. - Pamiętaj, że masz mnie...
- Tak, wiem i dziękuję ci za to Carlos ale przyjaciółka-dziewczyna a przyjaciel-chłopak to jednak pewna różnica. - powiedziałam siadając prosto.
- Bez przesady...
- Nie przesadzam... Z chłopakiem o chłopakach nie pogadam, no nie?
- Możesz... Ale to nie będzie tak naturalne jak rozmowa z dziewczyną na ten temat.
- Spoko. I tak jesteś moim najlepszym przyjacielem. Dziękuję za to, że przyszedłeś żeby mnie pocieszyć.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. - odpowiedział uśmiechając się. - To co? Może na poprawę nastroju pójdziemy na lody?
- Jasne. Bardzo chętnie.
W tym właśnie momencie stwierdziłam, że nigdy nie będę miała drugiego tak dobrego przyjaciela jak Carlos.

czwartek, 23 maja 2013

Logan krótki smutny

Boże słyszysz i nie grzmisz? Dwa dni temu zagrzmiał, jesteście zadowoleni? Szkoda tylko, że chwilę potem w ziemię uderzył piorun. Ziemia na tym nie ucierpiała ale ktoś stracił życie.Normalnie pewnie wcale bym się tym nie przejęła... Wyładowanie elektryczne zabiło człowieka? Phi... Nie raz pierwszy i też zapewne nie ostatni. No właśnie... W normalnych okolicznościach czyli wtedy kiedy osobą pozbawioną życia byłby ktoś inny niż osoba, na której tak bardzo mi zależało i nadal zależy.
Logan... Czemu to musiałeś być akurat ty? Czemu ten piorun nie mógł trafić w jakieś emo, które nie widzi sensu swojego życia? Zdaję sobie sprawę, że myśli, które pojawiają się teraz w mojej głowie to czysty
egoizm ale rany, które powstały na moim sercu przez twoją śmierć są jeszcze bardzo świeże.... W końcu minęły dopiero dwa dni od kiedy przeniosłeś się do lepszego świata....
Kendall, James, Carlos i ja siedzimy w ciemnym pokoju... Całymi dniami... Nie rozumiemy czemu taki los musiał spotkać właśnie ciebie....Chłopaki zastanawiają się co dalej z Big Time Rush... Chcą rozwiązać
zespół ale ja nieustannie przekonuję ich żeby tego nie robili.... Wiem ile on znaczy dla Rushers na całym świecie...
Nie wiemy co dalej... Jak mamy teraz żyć?

Gdzie jest James 5

- Ja mam pomysł. Ale wejdźmy do pokoju. -
zasugerował Logan.
Zrobiliśmy jak nam powiedział i już po chwili
zostaliśmy wtajemniczeni w jego plan, który
był naprawdę dobry chociaż bardzo podobny
do poprzedniego. Polegał na tym, że idziemy
za podejrzaną osobą ale w momencie, w
którym gdzieś wchodzi nie zostajemy w tym
samym miejscu tylko otaczamy budynek.
- Kiedy zaczynamy? - spytał Carlos.
- Hmmm... Skoro nie napisali kiedy mamy
wrzucić forsę do kosza to pewnie
powinniśmy zrobić to jutro. Dobrze myślę? -
spytał Kendall spoglądając na mnie.
- Tak, myślę, że masz rację Watsonie.
Reszta popołudnia i wieczora upłynęła nam
na raczej niezbyt wesołych rozmyślaniach na
temat dalszego losu naszego i Jamesa.
***
Następnego dnia punktualnie przyszliśmy pod
lodziarnię... Na podejrzaną osobę nie trzeba
było długo czekać bo po 15 minutach
przyszła ta sama dziewczyna co wczoraj.
Powtórzyła się tamta sytuacja... Tzn. Zajrzała
do kosza, nie zobaczyła tego to chciała
zobaczyć i poszła sobie a my za nią. Tym
razem jednak zaprowadziła nas do innego
domu.
- Chłopaki... Wiecie co robić. - powiedziałam.
Rozdzieliliśmy się. Ja poszłam na drugą stronę
domu. Oczekiwałam aż podejrzana wyjdzie z
budynku ale... Nie doczekałam się. Poczułam
uderzenie w głowę a potem była już tylko
ciemność.

Gdzie jest James 4

Natychmiast otoczyliśmy laptop, w który się
wpatrywał i już po chwili poznaliśmy powód
jego zdenerwowania. Jak się okazało był nim
news opublikowany na jednym z polskich
portali informacyjnych.
AMERYKAŃSKI GWIAZDOR PRZYJECHAŁ DO
POLSKI I... ZAGINĄŁ
Czy Polska jest bezpieczniejsza niż inne kraje
pod względem porwań? Jeszcze wczoraj
wszyscy odpowiedzielibyśmy "tak". Jednak
dzisiaj wiemy, że taka odpowiedź byłaby
wielkim błędem.
Wokalista popularnego amerykańskiego
boysbandu (Big Time Rush) został niedawno
uprowadzony z pensjonatu w malowniczym
nadmorskim mieście, w którym spędzał
wakacje. O kim mowa? Ofiarą porwania stał
się idol nastolatek -James Maslow. Na razie
wiadomo tylko tyle. Sądzimy, że Maslow
przyleciał na wakacje w towarzystwie
kolegów z zespołu. Postaramy się do nich
dotrzeć i zdobyć więcej informacji.
"O kurde... Ale się porobiło..." przeleciało mi
przez głowę. Wciągnęłam głośno powietrze
ale nie odezwałam się...
- Tylko tego nam brakowało... Medialnego
rozgłosu... - powiedział zrezygnowanym
tonem Carlos.
- Teraz lepiej trzymać się z daleka od internetu
a na dwór wychodzić tylko w przebraniu. -
stwierdził Kendall.
- Przynajmiej dla nas. - dorzucił swoje 3
grosze Logan.
- Czemu? - spytałam.
- To pierwsze dlatego, że wyobrażam sobie co
dzieje się teraz na twitterze a to drugie bo
paparazzi będą nas szukać.
- Macie za złe Rushers, że przejmują się losem
Jamesa?
- Nie... Poprostu rozgłos w sprawie porwania
to ostatnia rzecz jakiej nam teraz potrzeba.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
Powlekliśmy się aby otworzyć. O dziwo po
drugiej stronie nikt nie stał.
- To jakieś głupie żarty. - ocenił sytuację
Logan.
Nagle dostrzegłam, że na wycieraczce leży
karteczka.
- Ej patrzcie! - wykrzyknęłam schylając się aby
ją podnieść.
Treść komunikatu od porywaczy była
następująca:
Nie donieśliście o niczym policji? Bardzo
mądrze. Dzięki temu są szanse, że wasz
koleżka wróci do was żywy. Ale nie
dostarczyliście nam pieniędzy... Damy wam
jeszcze jedną szansę...
Wrzućcie forsę wiecie gdzie i nikomu nic się
nie stanie.
- Czyli żyje...
- A czy chociaż przez chwilę przestałaś w to
wierzyć?
- Nie... To co zrobimy.
- Ja mam pomysł. Ale wejdźmy do pokoju. -
zasugerował Logan.
Zrobiliśmy jak nam powiedział po czy zostaliśmy wtajemniczeni w jego plan, który
był naprawdę dobry...

poniedziałek, 6 maja 2013

Gdzie jest James cz 3

- Dobrze się bawisz dzieciaku?! Mamy wysłać
radiowóz do domu komendanta? Chyba
śnisz!
- Przepraszam... Nie wiedziałam, że to adres
pańskiego szefa. - powiedziałam.
W tym momencie Logan zaczął przekazywać
mi na migi jakąś wiadomość... Musiałam
czytać z ruchu jego warg. "Możesz... Zgłosić...
Zaginięcie..."
- Tym razem ci odpuszczę ale nie powtarzaj
więcej tego żartu bo następnym razem
wyciągniemy konsekwencje.
- Dobrze, dziękuję. - nacisnęłam czerwoną
słuchawkę po czym westchnęłam ciężko. - Ci
porywacze nas wykiwali...
- Czemu nie zgłosiłaś zaginięcia? - zapytał z
pretensją w głosie Logie.
- Jeszcze się pytasz? Myślałam, że oglądasz
filmy kryminalne. Złożenie doniesienia na
policję to najgorsze co można zrobić.
Zwłaszcza, że nie wiemy czy mamy do
czynienia z podrzędnymi porywaczami czy z
silną mafią.
- To brzmi sensownie jeśli mówimy o filmach
ale my nie jesteśmy postaciami z filmów
kryminalnych i nie damy rady rozwiązać tej
zagadki sami. - wtrącił Kendall.
- Taaak [T.I] . Ja też uważam, że najlepsze co
możemy zrobić to zgłoszenie zaginięcia. -
poparł kolegów Carlos.
- Róbcie co chcecie ale ja nie chcę brać w tym
udziału. Jeśli będzie trzeba to rozpocznę
działanie na własną rękę.
Byłam na nich wściekła bo mimo, że
zdawałam sobie sprawę z istnienia różnic
pomiędzy filmami a realnym życiem to
wiedziałam też o pewnych częściach
wspólnych.
- O nie... Tego nie zrobisz... James zabiłby nas
gdyby coś ci się stało. - rzekł K3 ;) .
- No trudno... Moje metody różnią się od
waszych. Nic na to nie poradzę.
- Mam pomysł. Wróćmy do ośrodka i
przemyślmy wszystko jeszcze raz. Na
spokojnie... Bo tylko spokój może nas
uratować. Jamesa zresztą też. Ok?
- No dobra... - zgodziłam się niechętnie.
Podczas drogi powrotnej robiłam układy z
Bogiem. Obiecywałam mu różne rzeczy byleby
tylko James wrócił cały i zdrowy. Tak więc...
Poszłam z chłopakami do ich pokoju.
Usiedliśmy na fotelach i zaczęliśmy kolejną
rozmowę:
- Czyli uważasz, że powinniśmy uzależnić
nasze postępowanie od fabuły filmów?- spytał Logan.
- To ja poszukam jakichś wskazówek w necie.
- mruknął Kendall.
- Tak. Bo w każdym filmie kryminalnym jest
pierwiastek prawdy.
- No dobra... To co da... - zaczął Carlos. Niestety
nie było mu dane skończyć. Przerwał mu
krzyk Kendalla, w którym mieszały się
zdenerwowanie i oburzenie:
- Fuck!
Natychmiast otoczyliśmy laptop, w który się
wpatrywał i już po chwili poznaliśmy powód
jego zdenerwowania...

James krótki smutny

Młoda dziewczyna siedzi skulona w łazience.
W pokoju obok awanturują się jej mama i
siostra. "Gdybyś tylko żył" to jedyna myśl w jej
głowie. Czasami szepcze te słowa niczym
modlitwę. Ma świetnych przyjaciół ale co z
tego skoro osoba, na której najbardziej jej
zależało znajduje się już w lepszym świecie.
Dziewczyna wie, że ta myśl ją dołuje a mimo
to wyciąga zza pralki pamiętnik (to miejsce, w
którym nikt nie może go znaleźć) i otwiera na
wpisie z dnia jego pogrzebu.
***
Drogi pamiętniku.
Dzisiaj był pogrzeb Jamesa. Nie płakałam
chociaż może powinnam. Byłam dziwnie
spokojna i jakby obojętna. Nawet wtedy gdy
podchodzili do mnie ludzie aby złożyć mi
kondolencje.
Pożegnałam się z nim jako druga... Zaraz po
jego rodzicach... Leżał w trumnie w białym
garniturze, którego tak bardzo nie znosił (tyle
razy powtarzał mi, że czarne garnitury są
bardziej poważne) ale mimo to na jego
pozbawionej rumieńców twarzy malował się
uśmiech. Takim właśnie go zapamiętałam...
Był zawsze zadowolony z życia. Nawet kiedy
pisało złe scenariusze...
***
Po odczytaniu tej notatki nie mogła
powstrzymać się od płaczu. Po chwili
zastanowienia wyciągnęła z szafki żyletkę,
wydarła kartkę z pamiętnika i zaczęła pisać
list pożegnalny:
Kochani (tak, to również do was mamo i
siostro)...
Nie mogę dłużej żyć bez Jamesa i dlatego
postanowiłam połączyć się z nim poprzez
śmierć.
Mamo, wiem, że pomimo wszystkich złych
sytuacji jakie działy się z naszym udziałem
bardzo mnie kochałaś. Proszę nie zapomnij o
mnie
Siostro... Cóż mam powiedzieć... Było dobrze
ale było też źle... Jak to w rodzeństwie.
Pamiętaj o mnie.
Kendall, zawsze poprawiało mi humor twoje
brzdąkanie na gitarze. Proszę, przyjdź czasami
na mój grób żeby coś zaśpiewać.
Logan, ty jeden rozumiałeś moją miłość do
długiego snu. Teraz zasnę snem wiecznym.
Chciałabym odwiedzić cię kiedyś w snach.
Carlitos, twoje poczucie humoru zawsze
wywoływało uśmiech na mojej twarzy.
Proszę, zerknij kiedyś na moje zdjęcie i
powspominaj nasze wygłupy...
Kocham was wszystkich...
Napisawszy to przeciągnęła żyletką po żyle...
Potem była już tylko ciemność...

Kendall krótki

Musimy porozmawiać.

Taka właśnie była treść smsa, którego wysłałam do mojego chłopaka. Prawie natychmiast przyszła mi odpowiedź:

Zaraz u Ciebie będę ♥

Zawsze dodawał serduszko na końcu smsów. Było to takie słodkie, że kiedy pomyślałam o tym co zamierzałam mu powiedzieć łzy napłynęły mi do oczu. Musiałam jednak ogranąć swoje emocje bo chwilę później usłyszałam, że ktoś dobija się do drzwi. Był to oczywiście Kendall.
- Hej ;) - powiedział usiłując pocałować mnie na powitanie. Odsunęłam się. - Coś się stało?
- Wejdź.
Poszliśmy do salonu.
- [T.I] co się dzieje? - zapytał zdenerwowany.
- Mam złe wieści... Lepiej usiądź.
Zrobił jak powiedziałam.
- Chodzi o to, że... - zaczęłam.- dostałam stypendium...
- [T.I]! To fantastycznie! - wykrzyknął uradowany.
- Daj mi skończyć... Dostałam stypendium ale niestety nie w LA... Wylatuję do Nowego Jorku.
Uśmiech zniknął z jego twarzy tak szybko jak się pojawił ale ja kontynuuowałam:
- Dlatego uważam, że powinniśmy zakończyć nasz związek.W końcu nie byłoby uczciwie wobec Ciebie gdybym oczekiwała, że w czasie mojej nieobecności nie będziesz spotykał się z innymi dziewczynami. - po tych słowach łzy napłynęły mi do oczu.
- [T.I] posłuchaj mnie... - Kendall wstał z kanapy, na której przed chwilą siedział i przytulił mnie do siebie. - Nie chcę spotykać się z żadną dziewczyną inną niż ty. Ja oczywiście nie mogę przeprowadzić się do NY ale.Możemy zrobić tak, że zawsze kiedy będę miał trochę czasu wolnego i kiedy ty również będziesz go miała będziemy się ze sobą kontaktować.Przez e-maile, przez Skype'a, przez Twittera i w każdy inny możliwy sposób. Może tak być?
Na mojej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech:
- No jasne, że tak.Jesteś wspaniały.
*3 miesiące później*
 Życie w NY jest świetne ale LA jest zdecydowanie lepsze. Znalazłam sobie kilkoro kolegów i z nimi spędzam sporą część mojego czasu. Oczywiście nie zapomniałam o swoim chłopaku. Kontaktujemy się codziennie ;) a za dwa tygodnie spotkamy się bo chłopcy zgrają koncert w NY.Nie mogę się doczekać..

Kenlos krótki

- No przyjedź. - przekonywałem mojego
kumpla Carlosa mając pełną świadomość, że
brzmię teraz jak dziecko, dla którego rodzice
nie mają czasu.
- Nie mogę stary. Opiekuję się moją babcią bo
rodzice pojechali załatwić jakąś mega ważną
sprawę. Jeśli bardzo ci się nudzi to wpadnij
do mnie.
- Super pomysł. Zaraz u Ciebie będę. -
odpowiedziałem po czym zakończyłem
rozmowę.
Jakieś 15 minut później byłem pod jego
domem. Nacisnąłem dzwonek do drzwi i już
po chwili zobaczyłem uśmiechniętą twarz
mojego kumpla.
- Hej - przywitałem się.
- Hej Kendall. Wejdź.
Niewiele myśląc zrobiłem to o czym mi
powiedział.
- Musimy iść na chwilę do salonu bo inaczej
babcia będzie się zastanawiać kto przyszedł.
W milczeniu skinąłem głową. Wiedziałem, że
jego babcia jest bardzo troskliwa. Gdyby nie
zameldował się u niej tuż po wpuszczeniu
mnie do domu pewnie pomyślała, że został
porwany albo zabity. Podążyłem za nim
jednak nie wszedłem do pokoju... Przez ścianę
usłyszałem jak mówi do mamy swojego taty:
- Babciu. Przyszedł mój przyjaciel Kendall.
Muszę z nim trochę pogadać.
- Oczywiście wnusiu. Idź, mną się nie
przejmuj. Nie jestem aż tak niedołężna jak ci
się wydaje.
Jej odpowiedź sprawiła, że uśmiechnąłem się
pod nosem. Carlosowi trafiła się jedna z
najfajniejszych babć na świecie.
- Uwielbiam twoją babcię. - powiedziałem mu
kiedy szliśmy do jego pokoju.
Otworzył drzwi i wpuścił mnie do swojego
małego królestwa. Jego pokój był dokładnym
przeciwieństwem mojego. U mnie panował
nieustanny chaos a jemu zależało aby
wszystko było na swoim miejscu.
- Oj pedancie, pedancie... Jesteście całkowicie
pewien, że wpuszczanie do swojego pokoju
Króla Bałaganu jest bezpieczne? - spytałem
śmiejąc się.
- No pewnie, że tak. To co robimy?
- Nie wiem. Może pograjmy w wyzwania?
Była to gra, którą wymyśliliśmy na planie
serialu podczas kręcenia jednego z odcinków.
Bawiliśmy się w to praktycznie bez przerwy i
nie braliśmy pod uwagę tego, że może nam
się to znudzić.
- Dobra... Ty zaczynasz.
Mój mózg zaczął pracowaćna pełnych obrotach. Co by tutaj wymyśleć?
Nagle doznałem olśnienia.
- Zachowuj się jak mała dziewczynka. Zbiegnij
w podskokach po schodach a potem
nazrywaj kwiatków i daj je swojej babci
chichocząc.
Jak powiedziałem tak zrobił. Prawie udusiłem
się ze śmiechu widząc zdziwioną minę jego
babci. Po chwili jednak zrozumiała o co
chodzi i pokiwała głową nad
bezsensownością naszej gry.
- Teraz ja. - powiedział Carlitos po wykonaniu
swojego zadania. - Zjedź po poręczy schodów
na sam dół.
Podjąłem się wypełnienia tego wyzwania
mimo, że nigdy wcześniej nie zjedżałem.
Miałem jednak przeczucie, że skończy się to
źle. Tak też było. Nie dojechałem nawet do
połowy bo spadłem na schody i chwilę potem
wylądowałem u ich podnóża. Poczułem
potworny ból w okolicach żeber. Natychmiast
podbiegł do mnie Carlos.
- Stary nic ci nie jest? Zaraz zadzwonię na
pogotowie.
- Nie panikuj. Żebra mnie trochę bolą. To
wszystko. Nigdzie nie dzwoń.
- To moja wina. Zadzwonię.
- Nie rób tego.
- Po co się wykłócasz skoro wiesz, że ze mną
nie wygrasz?
Taaak... Z całego zespołu to właśnie on był
najbardziej uparty.
- No dobra. Dzwoń. - dałem za wygraną.
Po 20 minutach wiedzieliśmy już wszystko.
Upadek ze schodów sprawił, że połamałem
sobie żebra. Efekt? Zakaz występowania przez
dwa tygodnie. No cóż... Przynajmiej tego dnia
nie mogłem narzekać na nudę.

Kendall krótki

Ostatnio nie przejmowałem się niczym w swoim życiu. Żyłem w sumie
obojętnie. Trochę z przymusu choć w mojej głowie nie pojawiały się
myśli samobójcze. Wszystkie czynności wykonywałem automatycznie jak
gdybym był maszyną ustawioną na opcję Życie. Nie wiedziałem co było
przyczyną takiej sytuacji. Miałem tylko nadzieję, że to coś zniknie i zacznę w końcu normalnie żyć.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zwlokłem z łóżka
moje ponure zwłoki i ociągając się poszedłem otworzyć.
- Hej stary. - powiedział James bo to właśnie on był jedną z osób, które
postanowiły mnie odwiedzić.
-Wszystkiego najlepszego. - dorzucił Logan. No kurcze! Przez te całe poszukiwania sensu istnienia zapomniałem
nawet o moich własnych urodzinach. W tym momencie przez głowę
przemknęła mi następująca myśl: "Jak to dobrze, że mam przyjaciół,
którzy o mnie pamiętają".
- Chyba nie powiesz nam, że zapomniałeś o swoim święcie. - dorzucił
swoje 3 grosze Carlos widząc moją minę. -No... Szczerze mówiąc to zapomniałem. - wyszeptałem rumieniąc się ze
wstydu.
- Super. Czyli nie masz żadnych planów i nie możesz się wykręcić od
spędzenia dnia z nami.
-O co ci chodzi?
- O ten tramwaj.... Zabieramy cię dzisiaj do parku wodnego. - Ale... - zacząłem się wykręcać. - Właśnie miałem wyjść i załatwić ważną
sprawę.
- Kendall... Skończ udawać - zairytował się Logan. - Doskonale wiesz, że
nigdzie nie wychodziłeś dlatego to co nam przed chwilą powiedziałeś jest
totalną bzdurą. Mogę założyć się nawet o milion dolarów, że kiedy
przyszliśmy ty siedziałeś w swoim pokoju i nawet nie myślałeś o tym żeby gdzieś wychodzić. Popadłeś w obojętność a my chcemy
wyprowadzić cię z tego stanu. A wiesz dlaczego? Dlatego, że jesteśmy
twoimi przyjaciółmi.
James i Carlos tylko pokiwali głowami potwierdzając prawdziwość jego
słów.
- No dobra... - powiedziałem bez większego entuzjazmu. - Zaraz wracam. Zaczekajcie chwilę.
Mimo, że nie miałem ochoty na to wyjście to i tak wpadłem do swojego
pokoju, wrzuciłem do plecaka ręcznik i kilka innych rzeczy po czym
wróciłem na dół.
- Możemy iść. - poinformowałem moich kolegów obojętnym tonem.
Po drodze zastanawiałem się nad tym jak oni mnie dobrze znają. Doskonale wiedzieli, że uwielbiam park wodny niedaleko mojego domu.
Chciałem cieszyć się dniem moich urodzin ale jakoś nie potrafiłem.
Kiedy dotarliśmy na miejsce zapłaciliśmy stosunkowo niską opłatę przy
wejściu i już po chwili stanęliśmy przed trudnym wyborem, gdzie
powinniśmy pójść najpierw.
Bawiliśmy się świetnie. Nawet ja musiałem to przyznać. Byliśmy na wielu zjeżdżalniach ale na koniec zostawiliśmy moją ulubioną i jednocześnie największą w całym parku.
- Kto ostatni zjedzie ten zgniłe jajo! - krzyknął James.
Zaczęliśmy biec. A potem była już tylko ciemność.

***oczami Carlosa***

Usłyszałem pełen przerażenia krzyk Logana a chwilę potem zobaczyłem jak Kendall znika pod wodą. Bez ani jednego momentu wahania zjechałem. Jakieś dwie minuty później wyciągałem na brzeg swojego nieprzytomnego kolegę. Okazało się, że nie oddycha. Zabrałem się więc za reanimację. Trzydzieści uciśnięć klatki piersiowej i dwa oddechy ratownicze. Po kilku takich seriach moje działania przyniosły efekty i Kendall otworzył oczy. Odetchnąłem z ulgą.
- Stary żyjesz? - spytał James.
- Tak. I wiecie co? Wróciła mi chęć do życia. Widocznie potrzebowałem odrobiny adrenaliny.
"Przynajmiej tyle." pomyślałem. Cieszyłem się, że z tego niefortunnego zdarzenia wynikło coś dobrego.

BTR Rymowanka

Posłuchajcie opowieści rymowanej
O grupie muzycznej dobrze wam znanej
Było sobie czterech chłopaków
Dziewczyny uważały ich za przystojniaków
Mieszkali w różnych częściach Stanów
To był początek, jeszcze bez fanów
Mieli podobne zainteresowania
Lecz przyszłość stała pod znakiem zapytania
Kiedyś do serialu casting się pojawił
Każdy z czwórki się na nim pojawił
Razem główne role dostali
Przyjaciółmi i świetnym zespołem się stali
Na ich koncerty przybywali fani,
Którzy chłopców bardzo radowali
I to się nie zmieniło
BTR to nasza miłość
Trwajmy Rushers wszyscy w naszej rodzinie
Bądźmy z nimi w każdej godzinie
Jeśli nie ciałem to chociaż duchem
Ze zwróconym w ich stronę uchem :P
Żeby słyszeć każdą piosenkę i słowo
Bo oni tworzą atmosferę bombową
Chłopaki zostańcie zespołem na zawsze
Bo wy tworzycie życie nasze ;)

BTR i 1D 2

Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
- Trasa koncertowa po całych Stanach z wami i One Direction w roli supportu? Serio mówicie?
- Tak. I nie możesz się wycofać bo przecież nie chcesz popsuć nam zabawy. A poza tym jesteś już spakowana. - odpowiedział James.
- Moi rodzice się na to nie zgodzą. - zrobiłam smutną minę.
- Już ich pytaliśmy. Możesz jechać. Jeśli oczywiście chcesz. - poinformował mnie Logan.
- Prooooosiiiiiimy! - Kendall zrobił słodkie oczka, które już w dzieciństwie sprawiały, że zgadzałam się praktycznie na wszystko. To się nie zmieniło.
- No ok. Pojadę z wami.
- Wiedziałem, że to spojrzenie na Ciebie podziała. - uśmiechnął się.
- Wiesz o mnie stanowczo za dużo. Muszę się pozmieniać.
- Oj nie musisz...
- Eee... Kendall... Ang... Nie chcę przerywać waszej rozmowy ale musimy dzisiaj wyjechać jeśli chcemy zdążyć na jutrzejszy koncert w Santa Fe. -sprowadził nas na ziemię Carlos.
- Spoko. To gdzie moja walizka?
- Już w naszym autobusie. - wyszczerzył zęby Logan.
- Zaczekacie chwilę? Spakuję tylko bagaż podręczny.
- Jasne.
Pobiegłam do swojego pokoju, gdzie bez zastanowienia wrzuciłam do plecaka kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Wsunęłam rękę pod poduszkę po czym wyciągnęłam stamtąd mój album ze zdjęciami moimi i chłopaków oraz pamiętnik. Szybko spakowałam te dwie rzeczy, rozejrzałam się po pokoju zastanawiając się co jeszcze wziąć. "To chyba wszystko" pomyślałam. Zapięłam plecak i wróciłam do chłopaków.
- Możemy jechać. - zameldowałam.
- W takim razie chodźmy.
Weszliśmy do naszego środka transportu. Chwilę potem wyjechaliśmy.

niedziela, 31 marca 2013

James, krótki

Leżałam sobie na kocu na działce mojej babci. Chciałam się opalić żeby na rozpoczęciu roku szkolnego nie wyglądać blado. W końcu uchodziłam za najpopularniejszą dziewczynę w szkole. Wiecie o co mi chodzi... Każda dziewczyna chciała być moją przyjaciółką a każdy przedstawiciel płci brzydszej moim chłopakiem.
" Kurcze, [T.I] ... Masz wakacje... Nie musisz teraz myśleć o szkole" pomyślałam.
To była prawda dlatego też zamknęłam oczy i wsłuchałam się w piosenkę, która właśnie leciała w moich słuchawkach. Było to "Windows down", jedna z piosenek mojego ulubionego zespołu czyli Big Time Rush.Gdzieś tak w połowie piosenki poczułam na sobie czyjś wzrok.
Otworzyłam oczy i nie patrząc na tą osobę powiedziałam:
- Możesz się przesunąć? Zasłaniasz mi słońce.
- Przepraszam… Zadałem ci pytanie ale nie odpowiedziałaś. – odpowiedział mi znajomy głos.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że stoi nade mną James Maslow we własnej osobie.
- Wow. To naprawdę ty James?
- Tak. A wracając do mojego pytania… Gdzie jest najbliższa stacja benzynowa? Skończyło mi się paliwo.
- Mój wujek chętnie ci to wytłumaczy ale póki co… Czy ja też mogę zadać pytanie?
- Chyba już to zrobiłaś . – uśmiechnął się. 
- Doskonale wiesz, że mam na myśli inne pytanie. – powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Pytaj.
- Dlaczego jesteś w Polsce?
Westchnął i usiadł na kocu obok mnie.
- Szukam pewnej dziewczyny. Kiedy miałem 7 lat byłem na wakacjach nad polskim morzem. Pamiętam, że bawiłem się wtedy z dziewczynką, która była ode mnie rok młodsza. Muszę przyznać, że wtedy się w niej zakochałem.
W tym momencie przestałam go słuchać bo w mojej głowie pojawiło się mgliste wspomnienie. Zobaczyłam dwójkę dzieci, które bawiły się na plaży pod czujnym nadzorem rodziców. Była tam dziewczynka oraz chłopiec. W dziewczynce rozpoznałam siebie sprzed wielu lat… Czy to możliwe żeby ta historia była o mnie? Nie, to nie może być prawda.
-Słuchasz mnie ? – zapytał James.
- Przepraszam cię. Odleciałam myślami. Co mówiłeś po tym zdaniu , w którym mówiłeś , że się w niej zakochałeś?
- Mówiłem, że potem wakacje się skończyły a ja i rodzice wróciliśmy do Ameryki. Ale tak naprawdę to nigdy nie zapomniałem o tej dziewczynie a teraz wróciłem aby jej szukać.
- A pamiętasz chociaż jak miała na imię?
- Czekaj. Przypomnę sobie… Chyba… [T.I]
- Serio? Ja mam tak na imię.
- Naprawdę? A pamiętasz może gdzie byłaś na wakacjach w 1997 roku?
- Chyba nad morzem. Bawiłam się wtedy z takim jednym chłopcem. Kiedy odleciałam myślami przypomniałam sobie właśnie ten moment…
- To może znaczyć tylko jedno… Ty jesteś tą dziewczyną, której szukałem.
- Wow. To super. Nie wiem co powiedzieć.
- Za to ja wiem. [T.I] mówiłem ci, że wtedy się w tobie zakochałem a teraz dodam, że nigdy nie przestałem cię kochać. Czy chcesz zostać moją dziewczyną?
- No jasne , że tak. – odpowiedziałam przytulając się do niego.
I tak oto ten dzień, który miałam wykorzystać na zwykłe opalanie się stał się dniem, w którym odnalazłam miłość swojego życia.

Prolog "Kartki z pamiętnika"

Podczas sprzątania mojego pokoju znalazłam pod łóżkiem pamiętnik. Nie miałam odwagi do niego zajrzeć bo doskonale wiedziałam o czym w nim wtedy pisałam. O czasie kiedy jeszcze miałam przyjaciół i chłopaka chociaż z tym drugim bywało różnie. Pewnego dnia ciekawość i pragnienie powrotu do tamtych chwil zwyciężyły i powoli otworzyłam swoje znalezisko. Wspomnienia powróciły do mnie ze zniewalającą siłą a im bardziej zagłębiałam się w lekturę tym więcej szczegółów sobie przypominałam...

wtorek, 19 marca 2013

"Kartki z pamiętnika" Prolog

Podczas sprzątania mojego pokoju znalazłam pod łóżkiem pamiętnik. Nie miałam odwagi do niego zajrzeć bo doskonale wiedziałam o czym w nim wtedy pisałam. O czasie kiedy jeszcze miałam przyjaciół i chłopaka chociaż z tym drugim bywało różnie. Pewnego dnia ciekawość i pragnienie powrotu do tamtych chwil zwyciężyły i powoli otworzyłam swoje znalezisko. Wspomnienia powróciły do mnie ze zniewalającą siłą a im bardziej zagłębiałam się w lekturę tym więcej szczegółów sobie przypominałam...

wtorek, 12 marca 2013

Kendall, krótki

Siedziałam sobie w pokoju i słuchałam muzyki. Niedługo miał odbyć się koncert Big Time Rush, na którym oczywiście musiałam się pojawić. Dlaczego? Dlatego, że Kendall, James,Logan i Carlos byli moimi naprawdę dobrymi przyjaciółmi. 
Leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami i wsłuchiwałam się w swoje ulubione piosenki przy okazji coraz bardziej zwiększając głośność. 
- Wyłącz to! - usłyszałam głos mojej siostry dobiegający z pokoju obok. - Naprawdę zaczynam mieć dość tych kolesi. 
- To twój problem mała! - odkrzyknęłam jednocześnie podgłaśniając jeszcze bardziej piosenkę, która akurat leciała czyli "Cover girl". 
- Jak wyłączę ci prąd to przekonamy się czy to tylko mój problem! 
- Terefere... Nie zrobisz tego. 
Miałam rację, nic nie zrobiła. Po jakiś 15 minutach stanęła w drzwiach mojego pokoju: 
- Na twoim miejscu zeszłabym na dół. Słyszałam dzwonek. Chyba twoi kumple już przyszli 
- Dlaczego ja nic nie słyszałam? 
- Przy takiej głośnej muzyce? Ciężko się dziwić. 
Wyłączyłam muzykę i zbiegłam na dół po schodach po czym otworzyłam drzwi. 
- Hej [T.I] . Gotowa na koncert? - spytał Logan. 
- Jasne, już od 3 godzin. - odpowiedziałam i po chwili dodałam:- Widzę, że już jesteście nieźle zakamuflowani. 
Miałam na myśli ich bejsbolówki oraz ciemne okulary. 
- To tak na wszelki wypadek. Kochamy swoich fanów ale natknięcie się na nich przed koncertem jest nam nie na rękę. - wyjaśnił James. 
- To ma sens. Jedziemy? 
- Jasne. 
Poszliśmy do samochodu i już po 15 minutach chłopaki byli gotowi do wejścia na scenę. A 5 minut później koncert się zaczął. Chłopcy śpiewali piosenkę po piosence. Co chwilę słychać było rozentuzjazmowane piski i krzyki fanek. 
Gdy skończyli śpiewać "No idea" Kendall wziął mikrofon i powiedział: 
- Następną piosenkę dedykuję dziewczynie, która jest dla mnie bardzo ważna. - spojrzał na moją postać ukrytą za kulisami. - [T.I] chodź do nas. 
Przez chwilę nie mogłam się ruszyć ale już po chwili szłam przez scenę w kierunku chłopaków. Kiedy stanęłam obok nich usłyszałam pierwsze takty piosenki pt. "Boyfriend". 
Po tym kawałku opuściłam scenę razem z Big Time Rush. Ledwo weszliśmy za kulisy a już podszedł do mnie Kendall: 
- Jak ci się podobało? 
- Jak zwykle było świetnie. Nie rozumiem tylko dlaczego tą piosenkę zadedykowałeś akurat mi. 
- Nie wiesz? [T.I] jesteś naprawdę wyjątkowa. Do tego jesteś osobą, na której zależy mi najbardziej na świecie. Poprostu muszę cię o to spytać. Czy chcesz zostać moją dziewczyną? 
- Jeju Kendall... Oczywiście, że tak. 
- Panie Schmidt zapraszamy na scenę. - powiedział jego menadżer. 
Zmiana statusu związku ulepszyła mi koncert, którego moim zdaniem nie można już było ulepszyć. Do samego końca posyłałam mojemu nowemu chłopakowi radosne uśmiechy.

Imagin na spontanie

Obudziłaś się. Pogoda za oknem nie zachęcała do wstania z łòżka. Deszcz spływał po szybie twojego okna. "Nici z fajnego dnia" pomyślałaś z niezadowoleniem.Mimo wszystko wstałaś ubrałaś się w wygodne ciuchy, zjadłaś śniadanie i zaczęłaś się zastanawiać co by tu zrobić żeby ten dzień nie był wcale taki zły.
Postanowiłaś zaprosić do siebie swoich czterech kumpli, którzy mieszkali w domu obok. Wysłałaś smsa do jednego z nich i już po chwili usłyszałaś pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłaś twoim oczom ukazały się uśmiechnięte twarze twoich kumpli.
- Hej [T.I]. Co będziemy robić? - spytał Carlos.
- Nie mam zielonego pojęcia. Miałam nadzieję, że wy coś wymyślicie.
- Zróbmy coś krejzolskiego. - zasugerował James.
- Np. Pobawmy się w chowanego. - dorzucił swoje trzy grosze Logan.
- Strasznie krejzolskie Logiebear. - powiedział śmiesznym głosem Kendall. 
- Tyle razy ci mówiłem żebyś nie nazywał mnie Logiebear. - odrzekł dając Kendallowi przyjacielskiego kuksańca.
- Dobra. Kto pierwszy szuka? - zadałaś pytanie.
- TY! - odpowiedzieli chórem.
- No dobra... szybko pójdzie... - zaśmiałaś się.
- Licz do 20.
- Oki... raz, dwa, trzy...
Nie musiałaś mieć niezasłoniętych oczu żeby wiedzieć , że zanim doliczyłaś do 5 zdążyli się już ukryć. Mimo tego faktu liczyłaś dalej.
Kiedy skończyłaś skierowałaś swoje kroki do pokoju, który był najbliżej a , który szumnie był nazywany "salonem". Już po chwili zobaczyłaś pierwszego ze swoich kolegów.
- Kendall widzę cię!!! Nie musiz już udawać, że jesteś stolikiem.
- Oki. Jestem pierwszy?
- Tak. Spoko, zaraz znajdę resztę a tymczasem ty możesz pooglądać telewizję.
- Jasne.
Z łatwością znalazłaś Jamesa i Logana, którzy postawili na tak klasyczne kryjówki jak szafa czy komórka pod schodami. Jednak odkrycie, gdzie jest Carlos okazało się bardziej problematyczne.
Przeszukałaś wszystkie pomieszczenia poza jednym. Bez chwili zastanowienia weszłaś do pomieszczenia, w którym znajdował się basen.
- Carlos wiem, że tu jesteś! Wyłaź! - wrzasnęłaś ale nic to nie dało.
Podeszłaś do basenu... zobaczyłaś pod wodą jakiś kształt.
- Hmm... nie może wiecznie wstrzymywać oddechu.
Usiadłaś i czekałaś. Po 5 minutach zaczęłaś się niepokoić. I to nawet nie trochę ale tak, że w ubraniu wskoczyłaś do wody i wyciągnęłaś swojego nieprzytomnego kolegę z wody.
-James! Kendall! Logan! - zawołałaś.
Chwilę potem obok ciebie pojawiła się cała trójka.
Kiedy zobaczyli, że Carlitos jest nieprzytomny James od razu wyjął telefon i zadzwonił na pogotowie. Po około 7 minutach karetka przyjechała.
Żałowałaś, że na początek dnia sama sobie przepowiedziałaś, że ten dzień nie będzie dobry. Może gdybyś tego nie zrobiła to nic złego by się nie stało. Teraz tylko mogłaś mieć nadzieję, że Carlos wyzdrowieje.

Logan, krótki

Siedziałaś w domu i odrabiałaś lekcje. Mimo pięknej pogody musiałaś uczyć się biologii ponieważ twoja wredna nauczycielka wstawiła ci zagrożenie.
Nagle twój telefon zaczął wibrować. Jak się okazało dostałaś smsa od nieznanego ci numeru:

Spotkajmy się.

Zaintrygowana odpisałaś chcąc poznać tożsamość nadawcy:

Kim jesteś?

Zaraz przyszedł sms z odpowiedzią:

Znasz mnie lepiej niż myślisz.

To było bardzo dziwne. Podjęłaś szybką decyzję:

Ok. Spotkajmy się. Tylko gdzie?

Poprostu idź za strzałkami.

"O co tu chodzi?" pomyślałaś. Jednak kiedy wyjrzałaś przez okno wszystko stało się jasne. Twoim oczom ukazały się strzałki poprzypinane w różnych miejscach takich jak drzewa czy furtka.
Wyszłaś z domu i podążyłaś za strzałkami. Najpierw zaprowadziły cię one do lodziarni niedaleko twojego domu.
- Hej Pedro. - przywitałaś się z lodziarzem, który był brazylijczykiem. - Nie widziałeś tutaj chłopaka, który rozwiesza wszędzie strzałki?
- Ahhh... Widziałem go. Niestety nie wiem jak ma na imię. Ale mam dla ciebie prezent od niego. Jedna gałka lodów o smaku [twój ulubiony smak].
- Dzięki.
Ten ktoś musiał znać mnie naprawdę dobrze skoro wiedział, że lody [ulubiony smak] to moje ulubione.Pożegnałam się z Pedrem, wzięłam mój prezent i ruszyłam dalej.
Po 30 minutach dotarłam do jakiegoś budynku. Ostatnia strzałka wskazywała na jego drzwi. 
Weszłam i szczęka opadła mi do samej ziemii. Światło w pomieszczeniu, w którym się znalazłam było przygaszone. Na jego środku stał stolik, przy którym były tylko dwa krzesła.
- A więc jednak przyszłaś... - powiedział znajomy głos.
Z ciemności wyszedł twój przyjaciel z dzieciństwa, Logan.
- Logie? To ty jesteś tym tajemniczym człowiekiem?
- Tak. Czujesz się rozczarowana?
- Nie, nie. Jestem tylko zdziwiona.
Jak się okazało Logan zorganizował to wszystko aby wyznać ci, że kocha się w tobie od dzieciństwa.

poniedziałek, 4 marca 2013

Carlos cz 1

Nie mogłam skupić się na odrabianiu lekcji. Ciągle miałam w głowie rozmowę z Carlosem a z moich oczu płynęły łzy czyniąc świat niewyraźnym. Nie rozumiałam dlaczego mi to zrobił. W moich uszach dźwięczały słowa: "[T.I] wybacz mi ale chcę zakończyć nasz związek... Bo widzisz ja... Zakochałem się w innej.".
To było nie do zniesienia. Tak bardzo go kochałam a on mnie zostawił. A obiecywał, że na zawsze będziemy razem...
Nagle usłyszałam znajomy głos dobiegający zza okna:
". If you tell me yeah I'm waiting here,
Every day like Slumdog Millionaire.
Bigger than the Twilight love affair,
I'll be here girl I swear."
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jego... Carlosa.
- [T.I] wybacz mi, byłem głupi. Dzisiaj zrozumiałem, że kocham tylko ciebie. Jesteś moją jedyną miłością i jedynym promykiem słońca w moim życiu. Wybaczysz mi?
- Carlos nie masz pojęcia jak bardzo przez ciebie cierpiałam i wcale nie jestem pewna czy chcę ci wybaczyć. Nie wiem czy na to zasługujesz. Mam teraz mętlik w głowie dlatego musisz dać mi czas na zastanowienie się.-powiedziałam po czym zamknęłam okno.

środa, 27 lutego 2013

Gdzie jest James? Cz 2

Na kartce było napisane:

Mamy waszego koleżkę. Jeśli chcecie jeszcze kiedyś zobaczyć go żywego  wrzućcie milion  dolarów do kosza na  śmieci przy lodziarni Pingwin. Macie czas do godziny  12.00

Carlos   spojrzał na  zegarek.
- Jest 11.00 . Co robimy?
- Po pierwsze wejdźmy do środka.. - zadecydował Logan.
Jak powiedział tak zrobiliśmy. Kiedy znaleźliśmy się w pokoju opadłam na  fotel i ukryłam twarz w dłoniach.
- Nie martw się [T. I]. Kimkolwiek  jest  albo są te osoby, które go porwały wymyślimy jakiś sposób żeby go odbić. To nasz przyjaciel i nie mamy zamiaru zostawić go w potrzebie. - powiedział Kendall przytulając mnie pocieszająco.
- To co zrobimy? - spytałam podnosząc głowę.
- Pobawimy się w detektywów. - zaczął Logan ale zamilknął widząc pogardę w moim  spojrzeniu. James  w niebezpieczeństwie a on chce się bawić? O co tu chodzi?
- Nie chodzi mi o zabawę w sensie dosłownym. To była tylko metafora. Chodziło mi o to, że o godzinie dwunastej pójdziemydobrze zakamuflowani pod lodziarnię Pingwin. Potem zaczekamy na osobę, która zajrzy do kosza na śmieci. Pójdziemy za nim i tym sposobem znajdziemy Jamesa.
- Logan mówisz jak prawdziwy znawca.
- Ogląda się filmy kryminalne. - odpowiedział z zadowoloną miną.
- Ok. Jeśli chcemy zdążyć to musimy się streszczać. - rzekł Carlos.
Szybko przygotowaliśmy sobie jakieś kostiumy... Tzn. Oni je sobie przygotowali. Ja nie miałam przebrania bo stwierdziliśmy, że nikt nie wie o naszej przyjaźni tak więc jestem zwykłym szarym człowiekiem.
Szybko pobiegliśmy na wyznaczone miejsce. Nie musieliśmy długo czekać bo chwilę po tym jak dotarliśmy pojawiła się jakaś podejrzana dziewczyna. Rozejrzała się ostrożnie na wszystkie strony po czym rzuciła szybkie spojrzenie na zawartość kosza. Jej mina zdradzała, że nie zobaczyła tego co miała nadzieję zobaczyć. Skrzywiła się po czym ruszyła przed siebie.
- Idziemy za nią. - odezwałam się kącikiem ust do chłopaków.
Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Na szczęście nie oglądała się za siebie bo raczej ciężko byłoby nam tworzyć pozory, że wcale za nią nie idziemy. Weszła do jakiegoś domu...
Wyciągnęłam telefon i wstukałam numer policji.
- Halo, chciałam zgłosić porwanie. Porywacze ukrywają się prawdopodobnie w domu przy ulicy Rybackiej 26. - powiedziałam szybko zerkając na tabliczkę na ścianie domu. - Proszę przysłać tam policję. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedział mi zdenerwowany męski głos...

Gdzie jest James? cz. 1

To były moje wakacje życia. Nad morzem spotkałam chłopaków z Big Time Rush, którzy z niewiadomych przyczyn korzystając z czasu wolnego od wszelkich nagrań postanowili zobaczyć polskie morze . Mimo tak krótkiej znajomości zostaliśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Ja i James poczuliśmy nawet do siebie coś więcej niż przyjaźń choć żadne z nas nie przyznawało się do tego.
Był to poniedziałek trzeciego tygodnia naszego pobytu nad morzem. Siedziałam sobie w swoim pokoju czytając książkę. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i do środka wpadł Carlos:
- [T.I] chodź szybko. Mamy naradę. To sytuacja kryzysowa.James wyszedł z domu osiem godzin temu i do tej pory nie wrócił.
Nie zastanawiając się długo rzuciłam książkę na stół i pobiegłam za Carlosem do pokoju chłopaków. Kiedy do niego wbiegliśmy naszym oczom ukazali się Kendall i Logan siedzący na kanapie z niewesołymi minami.
- Chłopaki co się dzieje?- spytałam jednocześnie siadając obok Kendalla.
- 8 godzin temu James wyszedł pobiegać i do tej chwili nie wrócił. - wyjaśnił mi Logan.
- To czemu tak siedzimy? Trzeba coś robić.... No nie wiem... Zacząć go szukać albo coś!
- Na policję można zadzwonić po 12 godzinach od jego wyjścia z domu. - powiedział Carlos.
- Oj Carlos.... Takie podstawowe rzeczy to nawet ja wiem.
- Zaraz się ściemni. Nie możemy teraz go teraz szukać.
- No ja wiem. Co się mogło stać?
- Spokojnie [T.I]... Znajdzie się. - powiedział Kendall przytulając mnie.
- Mam nadzieję. Chłopaki mogę dzisiaj spać u was? Bo czuję, że w swoim pokoju nie zasnę...
- Jasne, że możesz.
Tej nocy miałam wielkie problemy z zaśnięciem. Ciàgle myślałam o tym co mogło przydarzyć się Jamesowi. Po wielu próbach udało mi się odpłynąć do krainy Morfeusza.
***
Następnego dnia obudziłam się o siódmej. Mimo tak wczesnej pory chłopcy byli już na nogach. Postanowiłam iść do siebie do pokoju aby wykonać rutynowe poranne czynności a potem wrócić do chłopaków.
Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam, że na podłodze leży kartka. Bardzo wolno schyliłam się a żeby ją podnieść. Kiedy przeczytałam jej treść na chwilę mnie zamurowało a potem zaczęłam krzyczeć:
- Kendall! Logan! Carlos!
Szybko znaleźli się obok mnie.
- Co się stało? - zapytał Logan.
- Przeczytajcie to. - odpowiedziałam podając im kartkę.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Kendall krótki

Był wieczór. Młoda dziewczyna siedziała samotnie na huśtawce. W głowie miała pełno myśli i marzeń o miłości tak wspaniałej jakiej jeszcze nigdy nikt nie doświadczył. Jej rodzice i przyjaciele mówili, że nie ma szans na coś takiego. Ona sama powoli zaczynała w to wierzyć. "Przecież skoro do tej pory nie spotkałam nikogo tak szczególnego to oni wszyscy mogą mieć rację". Pogrążona w rozmyślaniach nie zauważyła kiedy na huśtawce obok ktoś usiadł. Zorientowała siędopiero kiedy ten tajemniczy ktoś się odezwał:
- Cześć.
Odwróciła głowę aby na niego spojrzeć. Ujrzała przystojnego chłopaka z blond włosami.
- Cześć. - powiedziała niepewnie. - Znamy się?
- Nie ale możemy się poznać. Wiesz... Wyglądasz bardzo smutno.
- Wydaje ci się. Nie jestem smutna tylko zamyślona.
- A o czym myślisz?
- O wszystkim. O życiu, o miłości....
- To ja ci powiem o czym możesz pomyśleć. - uśmiechnął się. - O tym czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia.
- To zależy od przypadku.
- No więc załóżmy, że chłopak o imieniu Kendall zakochał się od pierwszego wejrzenia w dziewczynie o imieniu... Przepraszam jak masz na imię?
- [T.I].
- No więc zakochał się w dziewczynie o imieniu [T.I]. Czy w takim przypadku istnieje miłość od pierwszego wejrzenia?
- To zależy od tego co sądzi ten chłopak. - zaczynała rozumieć o co w tym wszystkim chodzi.
- Ten chłopak uważa, że to jego jedyna, prawdziwa miłość.
- Niech zgadnę... Ty masz na imię Kendall...
- Nie inaczej.
- W takim razie istnieje.
- Miałem nadzieję, że to powiesz. - rzekł po czym pocałował dziewczynę delikatnie w usta. Ona odwzajemniła pocałunek po czym wstali z huśtawek i trzymając się za ręce podążyli w kierunku zachodzącego słońca.

niedziela, 24 lutego 2013

Logan "Największy wróg?" Zakończenie

Miałam tego wszystkiego dość. Nagle w swojej kieszeni wyczułam coś co kiedyś podarował mi mój przyjaciel Mike. Już wiedziałam co zrobię.
Kiedy tylko wyszliśmy z klasy wykrzyknęłam:
- Henderson! - kiedy spojrzał na mnie kontynuowałam. - Nie dajesz mi żyć już kilka lat i czas żeby to się skończyło. Broń się albo polecisz na spotkanie ze Stwórcą,
Po tych słowach wyciągnęłam z kieszeni dwa rewolwery i rzuciłam mu jeden. Tłum uczniów rozstąpił się. Część osób szybko przemieściła się w stronę wyjścia a reszta została by obserwować dalszy rozwój wydarzeń.
- Meg, żartujesz prawda? - spytał.
- Nie. Trzeba to skończyć. - powiedziałam po czym nacisnęłam spust.
Zdążył uskoczyć i za chwilę on też wycelował we mnie.
Kule latały w powietrzu przez co najmniej kwadrans bo każde z nas chciało zlikwidować to drugie i przeżyć. Jednak w pewnym momencie zagapiłam się i nie zrobiłam uniku. Poczułam przenikliwy ból a potem była już tylko ciemność.
***oczami Logana***
Patrzyłem jak pada na ziemię przeszyta kulą z pistoletu... kulą, którą ja posłałem w jej kierunku. Kiedy upadła i leżała w kałuży krwi nadal nie docierało do mnie co zrobiłem, Uprzykrzałem jej życie to prawda ale czy przegiąłem do tego stopnia, że musiało dojść do tej walki. To pytanie już na zawsze miało pozostać bez odpowiedzi. Nie zastanawiając się nad tym co robię podniosłem rewolwer, który upuściłem w momencie jej śmierci.... przyłożyłem go sobie do skroni i pociągnąłem za spust.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Btr i 1D 1

Przez lata nie mieliśmy ze sobą kontaktu mimo, że w dzieciństwie bardzo się przyjaźniliśmy...
W tym czasie Kendall stał się jednym ze słynnych wokalistów zespołu Big Time Rush...
Moje życie było zwykłe i wypełnione ludźmi, którzy robili wszystko żeby moje poczucie własnej wartości i pewność siebie obniżyły się albo całkiem zniknęły...
Spotkaliśmy się po latach, poznałam jego kumpli i zaprzyjaźniłam się z nimi...
Pewnego dnia złożyli mi propozycję nie do odrzucenia...

wtorek, 5 lutego 2013

Carlos, krótki

Po całym dniu męczącej nauki wróciłam do domu ze szkoły. Zjadłam obiad po czym wzięłam się za lekcje. A przynajmniej usiłowałam to zrobić bo nie mogłam się skupić. Włączyłam radio w nadziei, że akurat będzie w nim jakaś fajna muzyka, która zwiększy moją koncentrację. I rzeczywiście trafiła się świetna muzyka, nie przewidziałam tylko jednego a mianowicie tego, że muzyka sprawi, że przestanę się wszystkim przejmować i totalnie pogrążę się w świecie marzeń.
Z tego stanu wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam w stronę drzwi. Do domu wszedł mój chłopak Carlos.
- Cześć [T.I] . - powiedział całując mnie na powitanie.
- Cześć. - odpowiedziałam kiedy już odwzajemniłam pocałunek.
-  Jak ci minął dzień?
- Nawet ok. A tobie?
- Dobrze chociaż stęskniłem się za tobą.
- Ale wiesz, że ja za Tobą bardziej?
- Wcale, że nie. Masz ochotę obejrzeć jakiś film?
- W sumie powinnam odrobić lekcje...
- Nie daj się prosić.
- No dobrze...
Wybraliśmy " Titanica". Włączyliśmy film po czym usiedliśmy na kanapie przytuleni do siebie i wpatrzyliśmy się w ekran. Gdzieś tak w połowie filmu poczułam się senna. Nawet nie zauważyłam kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza.

sobota, 2 lutego 2013

Logan "Największy wróg?" cz 2

- Ty niedorozwinięty debilu!!! Weź idź do lekarza albo coś!
- Nie. Ty bardziej tego potrzebujesz. - uśmiechnął się szyderczo.
- Wiesz co? Nie mam zamiaru marnować strun głosowych na rozmowę z Tobą. Trzymaj się ode mnie z daleka. - powiedziałam po czym wstałam i pobiegłam do łazienki dziewczyn. Kiedy tam dotarłam rzuciłam plecak na podłogę i usiadłam obok czując jak moje oczy wypełniają się łzami.
Kłótnie z Hendersonem wykańczały mnie psychicznie. Nie rozumiałam czemu się mnie czepiał, przecież nie zrobiłam mu nic złego.
Po jakichś pięciu minutach wzięłam się w garść i ruszyłam w stronę sali, w której miałam lekcje. Zapukałam po czym weszłam do środka.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie.- powiedziałam.
- W końcu zaszczyciłaś nas swoją obecnością... - rzekła nauczycielka.
Nie odzywając się ruszyłam w kierunku mojej ławki. Usiadłam i zwróciłam swój wzrok na nauczycielkę starając się słuchać tego co mówi:
- Tak więc, jak mówiłam zanim mi przerwano w tym semestrze będziecie robić projekty na temat wydarzeń, które wam wyznaczę. Najpierw jednak wyznaczę pary, w których będziecie pracować. Zobaczmy... - spojrzała do dziennika. - Abigail i Tom zrobią pracę na temat bitwy pod Gettysburgiem, Meg i... Logan o Wojnie Secesyjnej.
Wymieniała jeszcze dalej ale ja już nie słuchałam. Uszło ze mnie powietrze... Nie dość, że zmieniał moje życie w piekło to jeszcze miała zależeć od niego moja ocena? Niedoczekanie.

czwartek, 31 stycznia 2013

Logan "Największy wróg?" cz. 1

Poniedziałek to dzień jak każdy inny. jedyną różnicą jest to, że właśnie on rozpoczyna całotygodniowe zmagania ze szkolną rzeczywistością, nauczycielami, wrednymi osobami oraz nawałem prac domowych.
Otworzyłam oczy. Zaczął się kolejny tydzień.
- Meg wstawaj!!! Spóźnisz się do szkoły!!! - usłyszałam głos mojej mamy dobiegający zza drzwi.
Taaak... Jakby mi zależało na tym, żeby znosić tych wszystkich ludzi, którzy chcą obniżyć jeśli nie całkowicie zlikwidować moje poczucie własnej wartości. Na szczęście zawsze miałam obok siebie moje dwie najlepsze przyjaciółki:Camille i Cindy. One były gotowe aby udzielić mi swojego wsparcia niezależnie od sytuacji.Stanowiły dla mnie swego rodzaju obstawę podczas przemierzania drogi do szkoły.
Kiedy zeszłam do kuchni już ubrana nie w pidżamę ale w ciuchy dzienne Cindy  już tam była a jakieś 5 minut później zjawiła się Camille. Przywitałyśmy się po czym chwyciłam plecak i popędziłyśmy do szkoły. Była za 5 ósma więc mieliśmy niebezpiecznie duże ryzyko, że się spóźnimy. Kiedy wbiegłyśmy na szkolne schody zegarki wskazywały, że do lekcji zostało nam pół minuty. “Uda się, uda się” myślałam. I właśnie wtedy potknęłam się o czyjąś nogę i zaryłam nosem w ziemię. Wściekła podniosłam głowę żeby zobaczyć kto był winny mojego przewrócenia się.
To był on.... Logan Henderson... Mój największy szkolny wróg. Od 2 lat nie dawał mi spokoju. Miałam już tego dosyć.
- Masz jakiś problem Henderson? - warknęłam.
- Nie... Ale widać, że ty tak. - odpowiedział głosem tak przesłodzonym, że poczułam jak wraca mi się śniadanie.
- Ty...

Bohaterski Kendall krótki

Był piękny,letni dzień w słonecznym Los Angeles. Właśnie ten dzień wybrałaś sobie na romantyczny spacer ze swoim chłopakiem Kendallem. Szliście przed siebie trzymając się za ręce. Cieszyliście się otaczającym was światem i życiem.
Nagle usłyszeliście wrzask mrożący krew w żyłach:
- Amy nie! Wracaj!
Okazało się, że mała dziewczynka wyrwała się swojej mamie i wybiegła na ulicę prosto pod koła nadjeżdżającej właśnie taksówki. Twój chłopak nie potrzebował ani jednej chwili na zastanowienie się co robić. Od razu podbiegł do małej i wypchnął ją spod kół. Sam nie zdążył jednak cofnąć lewej nogi i chwilę potem przejechał po niej samochód. Byłaś w szoku... Podeszłaś do niego jak najszybciej mogłaś:
- Kendall!!!
- Nie przejmuj się... To tylko trochę bólu... - powiedział krzywiąc się co sprawiło, że nie uwierzyłaś w ani jedno jego słowo.
Chwilę później na miejscu pojawiła się karetka, po którą zadzwoniła mama Amy. Sanitariusze wzięli go na nosze i zawieźli do szpitala.
Siedziałaś na korytarzu chyba przez godzinę aż w końcu z sali, w której leżał twój ukochany wyszedł lekarz.
- Panie doktorze i co z nim?
- Niestety koło samochodu zmiażdżyło panu Schmidtowi kość tak, że w żaden sposób nie jesteśmy w stanie jej naprawić. Będzie musiał jeździć na wózku.
- Ohh... Dziękuję za informacje. Czy mogę go zobaczyć?
- Oczywiście. Proszę wejść. - powiedział wskazując na drzwi z numerem 341.
Weszłaś do sali. Kendall leżał na łóżku z bardzo smutną miną.
- Wiesz już? - spytał.
- Tak.Przykro mi.
- Zrozumiem jeśli teraz ze mną zerwiesz.
- Dlaczego? Dlatego, że jesteś niepełnosprawny. Na pewno z tobą nie zerwę. Kocham cię Kendall. Jesteś moją jedyną miłością.
- Ja cię kocham bardziej.
Chwilę później nasze usta złączyły się w pocałunku.

Siekiera, motyka, BTR :)

Siekiera motyka i jeszcze zbroje
Bo nasz Kendall jest badboyem

Siekiera motyka skrzypce i smyczek
Bo James kocha szczęśliwy grzebyczek

Siekiera motyka nie skończymy z fiaskiem
Bo czuwa nad nami Carlos z kaskiem

Siekiera motyka czyn niekaralny
Bo nasz Logan jest genialny

Siekiera motyka czy na czymś grasz?
Najlepszy zespół to Big Time Rush

Kendall krótki, romantyczny :)

***Masz 18 lat. Twoim chłopakiem jest Kendall a dzisiaj wypada trzecia rocznica waszego związku.***
Punktualnie o 18.00 stanęłam przed drzwiami do domu mojego chłopaka. Dzisiaj trzecia rocznica naszego związku. Nacisnęłam dzwonek i już po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich Kendall.
- Hej słońce. - przywitał mnie.
- Hej kochany. Dobrze cię widzieć. - odpowiedziałam całując go w usta.
- Wszystko już na Ciebie czeka. - powiedział po czym wziął mnie za rękę i zaprowadził na taras. Wszystko wyglądało tak pięknie, że aż zapierało dech w piersiach.
Piękny wieczór zaczęliśmy od bardzo smacznego jedzenia przygotowanego przez Kendalla. Kiedy z naszych talerzy zniknęły ostatnie resztki mój chłopak wziął gitarę stojącą obok jego krzesła i zaczął grać i śpiewać ;) "Cover girl". Mimo, że słyszałam tę piosenkę tyle razy, że nie mogłam tego zliczyć to zaśpiewana specjalnie dla mnie podobała mi się 100 razy bardziej. Po ostatnich akordach i słowach tej wspaniałej piosenki Kendall wziął mnie za ręce i uklęknął jednocześnie wyjmując z kieszeni spodni małe czerwone pudełeczko.
- [T.I] jesteś jedynym powodem mojego szczęścia. Kocham cię najbardziej na świecie i jestem pewien, że nigdy nie przestanę. Czy zechcesz uszczęślwić mnie na zawsze i zostać moją żoną?
Poczułam jak po moich policzkach spływają łzy szczęścia.
- Och Kendall... Oczywiście, że tak.
Nasze zaręczyny przypieczętowaliśmy długim i namiętnym pocałunkiem.

James smutny, krótki :)

Pochodziła z niewielkiego miasteczka w stanie Michigan. Pojechała do Los Angeles w poszukiwaniu szczęścia. Znalazła jego...
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Postanowili, że będą razem na zawsze. Nie wiedzieli jednak, że los przygotował inny, gorszy scenariusz.
Dokładnie w 5 rocznicę ich związku dziewczyna wybrała się do pracy. Szła zamyślona przez ulicę i wtedy to się stało...
Uderzył w nią rozpędzony samochód. Co prawda ludzie obecni na miejscu zdarzenia wezwali pogotowie ale nic to nie dało. Lekarze stwierdzili, że niemal od razu po wypadku nastąpił zgon. Przyczyną były ciężkie obrażenia wewnętrzne. W torebce zmarłej znaleziono telefon komórkowy. Jedyny numer telefonu jaki się tam znajdował należał do chłopaka o imieniu James.
Trzy dni później odbył się pogrzeb. Nikt nie mógł uwierzyć w to co się stało. James codziennie przychodził na grób swojej ukochanej i wspominał wszystkie radosne i smutne chwile, które razem przeżyli.
Hej. Mam na imię Gosia :) To mój kolejny blog o Big Time Rush .
Jestem  autorką blogów:
Number One :)
Number Two :)

Jestem Selenatorką oraz Rusherką /

Na tym blogu będę zamieszczać swoje imaginy o Big Time Rush :) zarówno te dłuższe jak i te krótsze :)

Enjoy :)